-->



404

We Are Sorry, Page Not Found

Apologies, but the page you requested could not be found.

Home Page
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą artykuł. Pokaż wszystkie posty

27 cze 2022

PP53 Podróż do Jordanii część 4


Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się języka polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.

Dzisiaj czwarta i ostatnia część opowieści o mojej podróży do Jordanii w marcu tego roku. Zachęcam do posłuchania i poczytania części pierwszej, drugiej i trzeciej, które znajdziecie na blogu.

Ze Swemeh wyjeżdżamy w środę 9 marca rano. Kierunek: Amman, stolica Jordanii. To już ostatni przystanek naszej podróży. Spędzimy tutaj trzy dni. Najpierw jedziemy na lotnisko oddać wypożyczony przed paroma dniami samochód. Z lotniska decydujemy się na taksówkę, żeby jak najszybciej dotrzeć do hotelu i odpocząć. Wybraliśmy Layaali Amman Hotel, Al Hashemi 105, naprzeciwko Teatru Rzymskiego.

Amman nas niestety nie oczarował. Prawdą jest, jak pisze część przewodników i blogów, że jest to wielkie, szare, pozbawione wyrazu miasto. 


Warto obejrzeć

Najciekawsze miejsca pochodzą z czasów greckich i rzymskich. Na pewno warto zwiedzić Teatr Rzymski zbudowany w II w. n.e. Jak nazwa wskazuje, to pozostałość z czasów rzymskich. Mógł on pomieścić 6000 osób. Słynie z fantastycznej akustyki. Sprawdziliśmy - rzeczywiście w górnych rzędach słychać to co się mówi w dolnych. 

Wstęp: 2 dinary jordańskie, z Jordan Pass - gratis.


Teatr Rzymski nocą.

Warto wspiąć się na Jabal Al Qala’a, czyli wzgórze z cytadelą. Rozpościera się stąd piękny widok na całe miasto i Teatr Rzymski. Jest tutaj kilka obiektów wartych zobaczenia. Wśród nich jest świątynia Herkulesa, a właściwie jej pozostałości w postaci kilku kolumn. Z kolei z niegdysiejszego pałacu Umajjadów z VII-VIII w. n.e. do dzisiaj zachował się hol z piękną kopułą. Są tutaj też ruiny domów z czasów Umajjadów i cysterna, która służyła do transportu wody do pałacu. Kolejnym obiektem są ruiny świątyni bizantyjskiej z VI w.. Nie zostało po niej wiele, ale wciąż można podziwiać części mozaik zdobiących podłogi. 

Wstęp na wzgórze kosztuje 2 dinary; z Jordan Pass - gratis.


Wzgórze z pozostałościami cytadeli i pałacu Umajjadów.

W samym mieście warto zajrzeć do Wielkiego Meczetu Husseini, który znajduje się pośrodku targu. Jest to jeden z najstarszych meczetów w Jordanii. Został zbudowany w 1932 r. przez króla Abdullaha I w miejscu dawnego meczetu pochodzącego z VII w. Oficjalnie turyści nie mogą wchodzić do środka. 

Można za to wejść do meczetu Króla Abdullaha I przy ulicy Suleiman al Nabulsi, ok. 3 km od Teatru Rzymskiego. Wyróżnia się on pięknym niebieskim dachem i mozaiką. Pochodzi z lat 80. XX w., ale warto tutaj podjechać i oglądnąć obecną architekturę sakralną Jordanii. Wstęp: 2 dinary.


Targowisko, puby i kawiarnie

Amman to nie tylko meczety i ruiny, to przecież stolica kraju i tętniące życiem miasto. W centrum znajdziemy olbrzymie lokalne targowisko, na którym kupimy wszystko - od warzyw, owoców, przypraw i słodyczy, przez ubrania, po elektronikę i chińszczyznę. 

Nie brak tutaj też lokalnych, małych, a przede wszystkim tanich, restauracji i jadłodajni. Jeśli nie chcecie zapłacić fortuny za obiad, koniecznie wybierzcie któryś z lokali usytuowanych wewnątrz targowiska.

Wieczorem zaś wybierzecie się do bardziej eleganckiego pubu czy kawiarni przy Rainbow Street - nowoczesnej ulicy w górnej części miasta, oddalonej nieco od centrum. W niektórych pubach podają nawet alkohol.

Jeśli będziecie mieli okazję, koniecznie spróbujcie knafeh. To deser robiony z kremowego serka i różanych aromatów. Jest on panierowany, smażony, polewany miodem i zwykle obsypany pokrojonymi pistacjami. Serwuje się go na ciepło.


Na targu.

Tym słodkim akcentem kończymy dzisiejszy odcinek. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl.

Jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.

Do usłyszenia!


22 maj 2022

PP52 Podróż do Jordanii część 3

 

Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się języka polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym językiem.


Dzisiaj trzecia część opowieści o mojej podróży do Jordanii w marcu tego roku. Zachęcam do posłuchania i poczytania części pierwszej i drugiej, które znajdziecie na stronie.


Z Wadi Rum ruszyliśmy następnego dnia do Wadi Musa, małego miasteczka, które jest miejscem wypadowym do Petry - największej atrakcji Jordanii.


W poszukiwaniu mansafu

Hotel, który zarezerwowaliśmy okazał się miejscem niemal luksusowym. Jego menedżer, Ahmad przywitał nas tradycyjną beduińską kawą i baklawą. Zaproponował też, że przygotuje pakiety z drugim śniadaniem, gdybyśmy poczuli głód podczas zwiedzania Petry.

Wyszliśmy coś zjeść. Udało nam się zamówić jagnięcinę, ale nie mansaf, który - jak czytaliśmy - jest tutaj narodowym daniem. Polowaliśmy na to danie już w Akabie, ale nigdzie (to znaczy nigdzie gdzie jedliśmy) go nie mieli.

Mansaf to tradycyjna arabska potrawa z jagnięciny gotowana w sosie na bazie jogurtu lub śmietany, z przyprawami, podawana z ryżem lub kaszą bulgur. Powinno się ją jeść rękami, używając chleba.

Na koniec zdecydowaliśmy, że musimy spróbować tutejszego piwa, więc poszliśmy do centrum, gdzie przywitał nas wielki, niedawno wybudowany plac i centrum handlowe, a raczej handlowo-gastronomiczne. Wypiliśmy tam najdroższe bodaj piwo w życiu. Nie było bynajmniej drogie z uwagi na unikalny smak…


Mityczna Petra

Petra to miejsce niemal mityczne. Jest obecna zawsze, gdy wspomni się o Jordanii. Według Wikipedii, to ruiny miasta Nabatejczyków, którego rozkwit miał miejsce w czasach antycznych, od III w. p.n.e. do I w. n.e. Była wtedy stolicą królestwa Nabatejczyków. Położona jest w skalnej dolinie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał – wąwóz As-Sik. Petra słynie z licznych budowli wykutych w skałach. 



Malowniczy wąwóz as-Sik.

Główny Szlak zaczyna się przy głównym wejściu, przy centrum obsługi turystów, gdzie dostajemy darmową mapkę. Ma on długość 4 (czterech) kilometrów w jedną stronę, wraca się tą samą trasą. Po drodze idziemy wąskim wąwozem wydrążonym w skałach, których widok zapiera dech w piersiach. W pewnym momencie wąwóz otwiera się na większy placyk ze Skarbcem. To dla tego widoku przybywają tutaj co roku tysiące turystów. Wykuta w skale piętrowa budowla powstała ok. I-II w. n.e. Nie jest jasne jej przeznaczenie, chociaż ostatnio przeważa pogląd, że był to grobowiec (a nie świątynia) któregoś z władców Petry.


Główna atrakcja Petry, Skarbiec.

Na placu czekają na turystów wielbłądy, osiołki, powozy i inne atrakcje. Oczywiście każdy proponuje cenę “specjalnie dla was”.

To nie koniec zwiedzania Petry. Dalej idziemy ulicą Fasad, mijamy 44 grobowce wykute w skałach, skalny amfiteatr, pozostałości Wielkiej Świątyni i ulicy Kolumnowej, aż dochodzimy do pałacu Córki Faraona.


Grobowce wykute w skałach.

Petra nas urzekła, ale nie powaliła na kolana. Większość zachwytów wywołały ostre kształty skał mieniące się różnymi kolorami w południowym słońcu, niż na przykład Skarbiec. To niestety bolączka osób, które dużo podróżują. Im więcej zwiedziłem, tym mniej miejsc jest w stanie mnie zachwycić.


Kąpiel w Morzu Martwym

Kolejnym przystankiem naszej podróży ma być Swemeh lub Sowayma nad Morzem Martwym, oddalone od Petry jakieś 200 km. Jedziemy tam w jednym celu: wykąpać się w jednym z najbardziej słonych jezior na świecie. Średnie zasolenie wynosi tutaj 26 proc.

Droga wiedzie serpentynami wśród gór, których widok sprawia, że co chwilę zatrzymujemy się, żeby robić zdjęcia. Jest w tych krajobrazach coś zniewalającego, co nie pozwala oderwać od nich oczu, co napawa zachwytem nad pięknem, potęgą i surowością gór, a z drugiej strony - uspokaja.

Gdy dojeżdżamy do Swemeh, potrzebujemy dobrej chwili, żeby ochłonąć.

Hotel, w którym nocujemy jest dość drogi, ale powiedziałbym luksusowy. Ma swoją plażę, do której można dojść pieszo (zajmuje to około pięciu minut) albo dojechać hotelowym busikiem. Jest też kilka basenów, w tym jeden z podgrzewaną wodą.

Następnego dnia przed południem robimy sobie więc spacer na plażę. Kąpiel w tak bardzo słonej wodzie to dość dziwne uczucie. Przede wszystkim rzeczywiście unoszę się na jej powierzchni. Poza tym, czuję jakby warstwę - nie wiem jak to nazwać - balsamu, żelu na skórze. Dlatego po takiej kąpieli obowiązkowy jest prysznic.


Kąpiel w Morzu Martwym.

Ale to nie koniec atrakcji. Będąc tutaj, koniecznie trzeba sprawdzić odmładzające ponoć właściwości błota znad Morza Martwego. Najczęściej na plażach hotelowych są miejsca ze  specjalnie przygotowanym dla turystów błotem. Wysmarowaliśmy się dosłownie cali, łącznie z naszymi łysinami. Trudno to było potem z siebie zmyć, zwłaszcza słoną, tłustawą wodą. Bardzo pomocny był chłopak hotelowy, który miał ze sobą wielką butlę ze słodką wodą.

Wykąpani i odmłodzeni ruszyliśmy w dalszą drogę - do ostatniego punktu naszej wyprawy: Ammanu.


To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl.
Dajcie znać, jak wam się podobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.
Do usłyszenia!


Miejsca, w których nocowaliśmy

Wadi Musa: Over Mountains Hotel

Swemeh: Ramada Resort Dead Sea


1 maj 2022

PP51 Podróż do Jordanii część 2

 


Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się języka polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.


Dzisiaj druga część opowieści o mojej podróży do Jordanii w marcu tego roku. Link do części pierwszej znajdziecie w opisie odcinka oraz na blogu.


W Jordanii spędziliśmy 7 dni. Po przylocie od razu pojechaliśmy na drugi kraniec kraju, na samo południe, do Akaby. Stamtąd ruszyliśmy do Wadi Rum, Wadi Musa, Petry, nad Morze Martwe i skończyliśmy na stolicy, Ammanie. Akurat tyle, żeby poznać najciekawsze miejsca kraju i żeby doświadczyć nowych rzeczy.


Akaba

Do Akaby dojeżdżamy w piątek 4 marca wieczorem. Meldujemy się w hotelu i idziemy na rekonesans. 
Akaba otwiera się na ruch turystyczny z racji dostępu do morza, ale daleko jej jeszcze do nadmorskich kurortów jakie znamy z Europy. Nie znajdziecie tutaj ogólnodostępnych plaż jakie znacie z Hiszpanii czy Włoch. Publiczna plaża to dla miejscowych miejsce spotkań. Przychodzą tutaj grupki przyjaciół lub całe rodziny, żeby posiedzieć, zjeść kanapkę, wypić kawę. Wszyscy ubrani od stóp po szyję. Nie jest to dobra atmosfera do opalania się w skąpych kąpielówkach czy bikini.


Publiczna plaża w Akabie.

Miejscowi starają się za to oferować turystom jakieś atrakcje, najczęściej jest to przejażdżka łodzią ze szklanym dnem.
Lepsze plaże znajdują się w południowej części miasta, ale są zlokalizowane albo przy hotelach, albo klubach. Można do nich zwykle dojechać busikiem z centrum. Koszt wraz z dojazdem to około 10 dinarów.


W mieście nie ma zbyt wiele do zwiedzania. Najciekawszy jest bodaj Fort Mameluków, a raczej to co z niego zostało. Są to ruiny zamku sprzed kilkuset lat, ale nawet dobrze zachowane. Innym zabytkiem są pozostałości po jednym z pierwszych podobno na świecie kościołów chrześcijańskich. Te pozostałości to w rzeczywistości wysokie może do kolan resztki murów, które ukazują zarys tej budowli.

Warto za to zajrzeć do meczetu Szarifa Hussajna bin Alego. Nie jest to zabytek, ale zachwyca architekturą.


Akaba - fort Mameluków.

Akaba - meczet Szarifa Hussajna bin Alego.


W Akabie nie brakuje restauracji i kawiarni. W niektórych lokalach można dostać piwo - jako że miasto jest strefą wolnocłową. Bez trudu natkniecie się na sklepy monopolowe.


Wadi Rum: noc na pustyni

W niedzielę rano wyjeżdżamy z Akaby do Wadi Rum. To bardzo popularne miejsce z uwagi na piękne pustynne krajobrazy. Urozmaicają je różne formacje skalne. Z uwagi na te krajobrazy właśnie kręcono tutaj wiele filmów z gatunku science-fiction, m.in. “Marsjanina” czy “Diunę”.
Wstęp do obszaru chronionego i centrum turystycznego jest płatny 5 dinarów od osoby. My mamy tę opłatę w Jordan Pass. Zostawiamy auto na parkingu przy centrum dla odwiedzających. Do obozu na pustyni, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg, zabiera nas Hassan, jeden z braci, którzy go prowadzą.
Na miejscu zastajemy obóz złożony z kilku namiotów mieszkalnych oraz wielkiego namiotu nazywanego restauracją. Pokoje są duże, wygodne, z łazienkami. Jeśli więc jesteście żądni bardziej prawdziwych beduińskich warunków, to sprawdźcie wcześniej dane miejsce. 
Podobnych obozów jest w okolicy wiele. 


Poza noclegiem, pięknymi krajobrazami i gwieździstym niebem w nocy, obozy oferują różne atrakcje, m.in. przejażdżkę jeepem, przejażdżkę na wielbłądzie lub na koniu, wypad na oglądanie zachodu słońca, beduińską kolację.


Księżycowy krajobraz Wadi Rum.

My postawiliśmy na wielbłądy, co było ciekawe, bo z uwagi na tempo przemieszczania się, mogliśmy podziwiać otaczającą nas naturę, surowy krajobraz pustyni i skał oraz cieszyć się ciszą. Pstrykamy zdjęcia jak szaleni, kręcimy krótkie filmiki, bo wszystko jest tutaj takie piękne, takie majestatyczne wręcz. Jednak po jakiejś godzinie zaczyna nam się dłużyć. Bo ileż czasu można się zachwycać takim widokiem? 

Mój wielbłąd chyba wyczuwa moje zniecierpliwienie, bo na koniec wycieczki zrzuca mnie z grzbietu. Na szczęście kończy się na lekkim stłuczeniu i niewielkim bólu, który trwa może pół dnia. Za to teraz mam czym ubarwiać swoją opowieść.
Niezwykle ciekawe były nasze rozmowy z Hassanem, z którym rozmawialiśmy nie tylko o tym, jak niegdyś wyglądało życie beduinów, ale także o tym, że tamten świat odchodzi w niepamięć i wraz z migracją Jordańczyków do dużych miast, głównie do Ammanu, następuje dezintegracja rodzin i zanikają lokalne tradycje.


Napad i konie

Następnego dnia rano wyruszamy do Wadi Musa, które jest punktem wypadowym do Petry -
największej atrakcji Jordanii. Docieramy tam jednak dopiero późnym popołudniem,
korzystając po drodze spontanicznie z różnych atrakcji.


Inscenizacja jednego z incydentów w czasie rewolty 1916 roku.

Pierwszą jest stary pociąg z parowozem. Najpierw myślimy, że po prostu pozostawiono go na
stacji jako atrakcję dla przejeżdżających tędy turystów i liczymy na parę zdjęć. To pociąg z czasów, kiedy funkcjonowała tutaj linia kolejowa Hijaz.
Po chwili okazuje się jednak, że za jakąś godzinę będzie coś rodzaju inscenizacji zdarzeń z 1916 roku. W tymże roku Arabowie wszczęli rewoltę przeciwko rządom ottomańskim, domagając się wolności i niepodległości. 
Pakujemy się więc na jeden z odkrytych wagonów, pełen worków z piaskiem i zaopatrzony w karabin maszynowy. I czekamy. Trochę to trwa, bo musimy czekać na autokar wypełniony jakimiś VIP-ami. Na dodatek przyjeżdżają ekipy z kamerami. Domyślamy się, że bierzemy udział w wydarzeniu dla dziennikarzy albo w kręceniu filmu promocyjnego.
Nie żałujemy bynajmniej, bo bawimy się świetnie. Odegrane przez miejscowych zatrzymanie pociągu i porwanie jednego z podróżnych wygląda dość autentycznie i groźnie.
Gdy już beduini uprowadzają ze sobą nieszczęśnika, a VIP-y udają się na obiad do położonego na pustyni ośrodka ukrytego za wysokimi murami, pociąg rusza w drogę powrotną.
Tak się składa, że po drugiej stronie ulicy jest stadnina koni. Długo się nie zastanawiamy. Na szczęście dla mnie, usadzają mnie na niezwykle spokojnej klaczy, która idzie sobie spokojnie, aż za spokojnie. Nie pomagają żadne próby skłonienia jej do kłusa.
Po tej przejażdżce zasiadamy do czegoś, co gospodyni nazywa mansafem, a co mansafem wcale nie jest, ale trudno nam obcokrajowcom kłócić się z miejscowymi.
Mansaf to tradycyjna arabska potrawa z jagnięciny, gotowana w sosie na bazie jogurtu lub śmietany, z przyprawami, podawana z ryżem lub kaszą bulgur; powinno się ją jeść rękami, używając chleba.
My dostajemy olbrzymie porcje nogi z kurczaka z ryżem, którym nie dajemy rady. Na koniec gospodyni podaje nam kawę po beduińsku. Wzmocnieni tym posiłkiem ruszamy w dalszą drogę.
My dostajemy olbrzymie porcje nogi z kurczaka z ryżem, którym nie dajemy rady. Na koniec gospodyni podaje nam kawę po beduińsku. Wzmocnieni tym posiłkiem ruszamy w dalszą drogę.


To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl. Pod tekstem znajdziecie też słówka przydatne w podróży.
Dajcie znać, jak wam się podobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.
Do usłyszenia!


Miejsca, w których nocowaliśmy:

Akaba: Hotel An-Nahr Al-Khalid (Immortal River), Ar-Razi St.
Wadi Rum: Wadi Rum Camp Stars & jeep tour

Przydatne słówka

  • zameldowanie
  • wymeldowanie
  • rezerwacja
  • potwierdzenie rezerwacji
  • anulowanie rezerwacji
  • pokój hotelowy
  • jedynka = 1-osobowy
  • dwójka = 2-osobowy
  • trójka = 3-osobowy
  • widok na miasto
  • widok na morze
  • widok na park
  • klimatyzacja
  • ogrzewanie
  • śniadanie w cenie = śniadanie wliczone w cenę


3 kwi 2022

PP50 Podróż do Jordanii część 1


Posłuchaj

Przeczytaj


Lubicie podróżować? Jeśli tak, to dobrze, bo dzisiaj chcę was zabrać w podróż. W podróż do Jordanii. Nie tylko dlatego, że warto bliżej poznać ten kraj, ale też dlatego, że będzie to doskonała okazja do poszerzenia słownictwa z tego zakresu.


Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.


Są różne sposoby podróżowania, generalnie mówimy o podróżowaniu na własną rękę lub z biurem podróży. Każde z nich ma plusy i minusy, ale jeśli chodzi o mnie zawsze wolałem tą pierwszą opcję.


Plusy i minusy podróży z biurem 

Zastanówmy się, jakie są plusy i minusy podróży z biurem.

Niewątpliwym plusem jest też obecność przewodnika, który opowiada o odwiedzanych miejscach.
A jakie są w takim razie minusy? Jeden z największych to konieczność dostosowania się do programu i do całej grupy. Zwykle nie możesz się oddzielić, żeby zwiedzić jakieś inne miejsce, muzeum itp. Zmorą takich wycieczek potrafią być współpasażerowie. Temu coś nie pasuje, tamten narzeka, że za dużo jest chodzenia, a jeszcze inny potrzebuje więcej czasu, bo akurat zaczął wybierać pamiątki dla całej rodziny.

Wśród pozytywów najważniejsze jest chyba to, że dostajesz wiele rzeczy w pakiecie. Nie musisz sam nic organizować, sprawdzać informacji, godzin otwarcia, cen biletów. Nie musisz się martwić jak się przemieszczać z miejsca na miejsce. Zwykle też masz zagwarantowane posiłki.

Mniejszy też, a czasami zerowy, mamy w tym przypadku kontakt z localsami, czyli miejscowymi. Dla niektórych nie ma to znaczenia, ale dla mnie akurat ma. To dla mnie bardzo ważny czynnik przy planowaniu podróży.

Zauważyliście, że powiedziałem: z localsami. Poprawnie powinniśmy powiedzieć z miejscowymi lub tubylcami. Jednak słowo: tubylec kojarzy się głównie z plemionami z dalekich krajów. Niektórzy używają więc słowa “miejscowi”, a osoby znające angielski zwykle używają słowa “localsi”. Dziwna sytuacja jest z jednym przedstawicielem ludności miejscowej, bo zwykle słyszymy “z lokalsem”, co oczywiście nie jest poprawne, biorąc pod uwagę, że jest to kalka z angielskiego. Ja na wszelki wypadek używam tego słowa tylko w liczbie mnogiej. A więc, jeśli rozmawiam, to rozmawiam z localsami.


Plusy i minusy podróży na własną rękę

Ale wróćmy do podróży.

W przypadku podróży organizowanych na własną rękę, największym - moim zdaniem - plusem jest możliwość ułożenia trasy według własnych upodobań. Chcemy gdzieś spędzić więcej czasu, proszę bardzo! Chcemy coś pominąć, nie ma sprawy. Możemy się zasiedzieć w jakiejś kafejce, jeśli spotkamy kogoś interesującego. Możemy godzinami włóczyć się po mieście i po lokalnym targu, jeśli akurat mamy na to ochotę. W ten sposób znacznie lepiej możemy poznać lokalne zwyczaje, kulturę, ludzi.

Minusem zaś jest to, że musimy sami sprawdzać, rezerwować, pilnować rozkładów, zatem wymaga to więcej wysiłku od nas samych. Zazwyczaj też taki wyjazd wychodzi drożej, bo nie mamy zniżek na noclegi czy transport, a biura podróże zwykle je mają z uwagi na hurtowe rezerwacje.

Mimo to, moim zdaniem, warto, a w moim przypadku dochodzi jeszcze aspekt możliwości używania języka - jeśli akurat jadę do kraju, którego języka się uczę.


Warto wiedzieć przed wylotem

Jordania była w moich planach od paru lat. Mieliśmy z przyjaciółmi jechać tam już w ubiegłym roku, ale przeszkodziła nam pandemia koronawirusa. Przełożyliśmy te plany na ten rok. I udało się. Polecieliśmy w pierwszej połowie marca.

Jako że pandemia się nie zakończyła, podczas odprawy musieliśmy wypełnić deklarację zdrowia i formularz lokalizacyjny oraz wygenerować kod QR, który sprawdzano podczas boardingu. Mimo, że w języku polskim mamy sformułowanie “załadunek samolotu”, to jednak zwykle używamy angielskiego słowa “boarding”.

Do Jordanii obowiązkowe jest też ubezpieczenie podróżne, obejmujące koszty opieki zdrowotnej, w tym leczenia COVID-19.

Obywatele Polski na wjazd do Jordanii potrzebują wizy. Można się o nią starać w konsulacie w Berlinie, ale wychodzi bardzo drogo, bo do kosztu samej wizy trzeba doliczyć koszt kuriera. Znacznie łatwiej i taniej załatwić to po prostu na granicy. Polacy mogą otrzymać tzw. wizę on arrival - po przylocie na lotnisko.

Jeszcze inną, znacznie lepszą moim zdaniem, opcją jest kupno Jordan Pass. Jest to szczególna wejściówka, który zawiera wstęp do największej atrakcji kraju, czyli Petry oraz ok. 40 innych zabytków. Zawiera także opłatę wizową. Wydrukowany lub wgrany na komórce Jordan Pass pokazujemy na granicy i dostajemy pieczątkę z wizą, bez dodatkowych opłat.

Co do samej podróży z Polski do Jordanii, w marcu latał jeszcze Ryanair, ale z tego, co wiem zlikwidował to połączenie. Podobno z braku chętnych. Sam lot trwa 3 godziny i 40 minut. Tyle co z Krakowa do Malagi.

Na lotnisku wszystko jest dobrze zorganizowane. Warto zaznaczyć, że jest tutaj bezpłatne nielimitowane wi-fi. Możemy od razu połączyć się z siecią, sprawdzić aktualne informacje na przykład o rozkładach jazdy, czy po prostu płacić kartą za pośrednictwem telefonu.

Z bramek wychodzi się wprost na biura operatorów komórkowych. Mają oni specjalne oferty dla turystów. W marcu 2022 r. najtaniej wychodziła oferta Orange. Ja akurat wybrałem Short Visit Line, która za 10 dinarów, czyli ok. 60 zł dawała 15 GB Internetu, 60 minut rozmów lokalnych, 60 SMS-ów i 20 minut na połączenia międzynarodowe. Całkiem przyzwoicie.

Warto wspomnieć o lokalnej walucie, czyli dinarze jordańskim. W marcu za 1 dinara trzeba było dać ok. 5,60 zł. W praktyce trudno byłoby w Jordanii wymienić złotówki, najlepiej wziąć ze sobą dolary, euro lub funty. Lepiej jak najrzadziej wybierać pieniądze z bankomatów na miejscu, z uwagi na bardzo wysokie prowizje. Kantory i biura wymiany prowadzone przez banki są zlokalizowane po prawej stronie hali przylotów.


Samochodem wygodniej

Obok nich znajdują się biura wynajmu samochodów. Polecam ten sposób podróżowania. Wychodzi drożej niż transport publiczny, ale nie musimy się martwić o bilety, przesiadki, zgrywać godzin odjazdów, tłuc z bagażami. Na początku trochę się obawiałem jeździć po jordańskich drogach, zwłaszcza że Jordańczycy mają opinię kierowców, którzy uważają, że to oni są najważniejsi na drodze. Być może w miastach tak jest. Na drodze z dwoma pasami zdarzają się w praktyce samochody ustawione jakby ich było pięć!

Jednak poza miastem na pewno się pilnują. Może z powodu montowanych dosłownie wszędzie progów zwalniających. Wyobraźcie sobie u nas taką drogę E4 albo S7 usiane w pobliżu miast i wiosek progami zwalniającymi.

Zdarzają się też kontrole policyjne jak również bezpieczeństwa, zwłaszcza w zachodniej części kraju. Być może kiedyś było ich więcej. Podczas naszej podróży minęliśmy takich punktów ledwie kilka. Należy wtedy zwolnić, czasem nas zatrzymają i zapytają, kim jesteśmy, gdzie jedziemy. W stosunku do nas zawsze byli mili i uśmiechnięci.

Generalnie, odniosłem wrażenie, że Jordańczycy są bardzo miłym i przyjaźnie nastawionym do przyjezdnych narodem. Może tak jest tylko w stosunku do turystów? Nie wiem. Wiem natomiast, że nie wszędzie, nie we wszystkich krajach tak jest.

Przez siedem dni podróżowaliśmy wynajętym samochodem po Jordanii. Po przylocie od razu pojechaliśmy na drugi kraniec kraju, na samo południe, do Akaby. Stamtąd ruszyliśmy do Wadi Rum, Wadi Musa, Petry, nad Morze Martwe i skończyliśmy na stolicy, Ammanie.

Akurat tyle, żeby poznać najciekawsze miejsca kraju i żeby doświadczyć nowych rzeczy.

Jak wyglądała nasza podróż, co zrobiło na nas największe wrażenie - o tym opowiem w następnym odcinku.

To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl. Pod tekstem znajdziecie słówka przydatne przy planowaniu podróży.

Dajcie znać, jak wam się spodobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.

Do usłyszenia!


Przydatne słówka

  • wiza, opłata wizowa
  • paszport
  • dokument tożsamości, dokument osobisty
  • bilet lotniczy
  • odprawa (odprawa na samolot)
  • karta pokładowa (część osób używa angielskiego: boarding pass)
  • bagaż, bagaż podręczny, bagaż rejestrowany
  • podróż, podróżować
  • podróż na własną rękę
  • podróż z biurem podróży
  • wycieczka zorganizowana
  • wypoczynek zorganizowany
  • rezerwować, zarezerwować, rezerwacja / bukować, zabukować
  • rezerwować/bukować bilety
  • rezerwować/bukować hotel, nocleg
  • rezerwować/bukować samolot
  • zwiedzanie, zwiedzać, zwiedzić
  • zwiedzać muzeum, muzea
  • zwiedzać galerię, galerie (sztuki)
  • zwiedzać ruiny świątyni, świątyń / zamku, zamków
  • zwiedzać zamek, zamki
  • zwiedzać klasztor, klasztory
  • zwiedzać kościół, kościoły
  • spacerować po mieście
  • iść na targ
  • kupować pamiątki
  • chłonąć atmosferę miejsce
  • rozmawiać z localsami 
  • wymienić walutę / pieniądze
  • wynająć samochód

15 sty 2022

PP44 Budżet domowy

Posłuchaj

Obejrzyj


Przeczytaj

Cześć. Nazywam się Przemek. Witam w kolejnym odcinku Podcastu polskiego. To jest podcast dla tych wszystkich, którzy uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla tych osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.

Lisa Minelli śpiewała o tym, że pieniądze sprawiają, że świat się kręci. My będziemy rozmawiali dzisiaj właśnie o pieniądzach, a dokładniej mówiąc o budżecie domowym.

Zacznijmy od podstawowych pojęć:

Budżet - to po angielsku oczywiście budget. To jest zestawienie dochodów i wydatków za określony czas, np. rok, kwartał itp.

Dzisiaj mówimy o budżecie domowym, czyli home budget. Często możecie też usłyszeć takie sformułowania jak:

  • budżet państwa
  • budżet projektu
  • budżet roczny
  • napięty budżet
  • skromny budżet
Budżet można uchwalić. Robi to zwykle parlament. Budżet można przygotować. Można go ułożyć. Można nim dysponować.

Przymiotnik od słowa budżet to budżetowy. A zatem mamy np.:
  • rok budżetowy
  • dziura budżetowa
  • deficyt budżetowy
Zamiast budżet domowy możemy też powiedzieć finansowe domowe (home finances) albo finanse osobiste (personal finances).

Jak już powiedzieliśmy, budżet składa się z dochodów i wydatków, czyli incomes i expenses. Można też powiedzieć expenditures.

Zwykle osobno liczymy przychody i osobno wydatki. Powinny się one równoważyć (to balance). Jeśli tak nie jest, to mówimy o deficycie (deficit). Musimy wtedy go jakoś wyrównać. Zwykle trzeba brakujące pieniądze pożyczyć. Dawniej pożyczało się od kogoś z rodziny. Można też było wziąć pożyczkę (loan) w banku. Kiedyś trzeba było za każdym razem składać wniosek i odpowiednie dokumenty i czekać na decyzję banku.

Dzisiaj mamy więcej możliwości w tym zakresie. Obecnie, otwierając konto, możemy na wstępnie złożyć wniosek o debet na koncie i co miesiąc z niego korzystać. Na podobnej zasadzie działają karty kredytowe. Nie musimy za każdym razem pytać banku o zgodę. Kupując coś płacimy kartą i już wzięliśmy kredyt. Zazwyczaj mamy pewien okres, w którym korzystamy z tych pieniędzy za darmo. Jednak trzeba pamiętać, że po tym okresie odsetki są zwykle dość wysokie. Jeśli więc spóźnimy się ze spłatą karty, sporo za to zapłacimy.

Przydatne słowa i wyrażenia to:

  • konto bankowe - bank account
  • pożyczka, kredyt - loan, credit
  • pożyczyć - to borrow, to lend
W języku polskim jest jedno słowo, w angielskim dwa. W angielskim to borrow - pożyczyć od kogoś, to lend - pożyczyć komuś; w języku polskim jedno słowo: pożyczyć.
  • wziąć kredyt, wziąć pożyczkę - to take a credit, to take a loan
  • spłacać raty - to pay instalments
  • rata - instalment
  • spłacić pożyczkę - to pay off the loan
To krótkie “off” oznacza, że spłacamy pożyczkę czy kredyt w całości.

Zwróćcie uwagę na różnicę między spłacać a spłacić w języku polskim. Spłacać oznacza, że robimy to wiele razy, więc używamy tego czasownika - spłacać, jeśli mówimy o spłacaniu rat (instalments). Natomiast jeśli użyjemy formy spłacić, to oznacza, że spłacamy całość albo kończymy już spłatę i mamy kredyt z głowy. Więc po angielsku powiemy: to pay off.

  • odsetki - interests
  • karta kredytowa - credit card
Porozmawiajmy teraz o sytuacji przeciwnej do deficytu. Jeśli po wszystkich wydatkach zostaną nam pieniądze, mówimy o nadwyżce (surplus). Możemy ją przeznaczyć na jakiś dodatkowy zakup albo na oszczędności.

Oszczędzać pieniądze na coś to po angielsku to save money for something. Możemy też powiedzieć: odkładać pieniądze na coś - to put aside the money for something.

Jeśli zostaje nam dużo pieniędzy, możemy je zainwestować - to invest.

Wróćmy do budżetu domowego. W jaki sposób można prowadzić budżet domowy? Część osób, o ile w ogóle to robi, zapisuje dochody i wydatki w Excelu. Jest też sporo aplikacji zarówno webowych, jak i na desktopy czy komórki. Ja osobiście używam polską aplikację, Family Finance Tracker. Jest prosta, przejrzysta i niedroga.

O ile już prowadzimy domowy budżet, ważne jest, żeby zapisywać wszystkie wydatki, bo tylko wtedy ma to sens. Wówczas możemy co miesiąc sprawdzać, ile wydajemy na przykład na mieszkanie, media, ubrania, środki czystości, samochód, hobby, jedzenie na mieście i tak dalej, i tak dalej.

Szczegółowość zapisów zależy tylko i wyłącznie od nas. Ja kiedyś miałem znacznie więcej kategorii wydatków niż teraz. Na przykład osobno wpisywałem ubrania nazwijmy to casual, ubrania sportowe, buty, dodatki. Teraz wszystkie tego typu zakupy wpisuję do jednej kategorii. Natomiast dla kogoś innego, podział na różne rodzaje zakupów odzieżowych będzie miał większe znaczenie i będzie miał większy podział, bardziej dokładny podział na kategorie czy podkategorie.

Obecnie mam następujące kategorie główne wydatków. Wymieniam też niektóre podkategorie, nie wszystkie:
  • jedzenie, w tym m.in.: jedzenie w domu, jedzenie na mieście
  • mieszkanie, m.in.: czynsz, media, wyposażenie, naprawy, ubezpieczenie
  • transport, m.in.: paliwo, naprawy auta, ubezpieczenie auta, transport publiczny, taxi i Uber
  • telekomunikacja, m.in.: telefony, Internet, TV, poczta
  • forma, zdrowie, m.in.: siłownia, lekarz, zabiegi, lekarstwa, kosmetyki
  • rozrywka, m.in.: muzyka, kino, książki, gazety, hobby, turystyka
  • inne wydatki, m.in.: dobroczynność, prezenty, edukacja, ubranie, pies, usługi różne
I ostatnia kategoria: 
  • finansowe - tu mieszczą się m.in.: spłata kredytów, podatki, ubezpieczenia inne np. na życie.
Oczywiście mam też kilka kategorii przypadku dochodów, ale pozwolę sobie tą część pominąć…

Od kiedy prowadzę budżet domowy w ten sposób, jestem bardziej świadomy na co idą pieniądze. Udało mi się w paru miejscach zmniejszyć wydatki, które oceniłem jako za duże. Rzecz w tym, że wydając małe kwoty na coś, czasem dopiero, kiedy zobaczymy, ile wydaliśmy w skali całego miesiąca, kiwamy z niedowierzaniem głową. W mojej ocenie więc, zdecydowanie warto poświęcić trochę czasu na sprawy. W końcu nasze domowe finanse to nie błahostka, ale jeden z najważniejszych aspektów naszego codziennego życia.

A wy? Prowadzicie budżet domowy? Robicie to w Excelu? W jakiejś apce? Czy pomaga was to w zarządzaniu domowymi finansami?

To tyle na dzisiaj. Dajcie znać, jak wam się podobał dzisiejszy odcinek. Dajcie łapkę w górę, zostawcie komentarz. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego.

A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram.

Osoby, które chcą jeszcze więcej materiałów i są gotowe wesprzeć rozwój Podcastu, zapraszam na mój profil na Patreon, gdzie zamieszczam dodatkowe materiały, teksty, zestawy słówek czy ćwiczenia.

Linki znajdziecie na blogu.

Do zobaczenia i usłyszenia!

(Fot. Ibrahim Rifath - Unsplash)

7 sty 2022

P43: Święto Trzech Króli w Polsce


Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Witam w kolejnym odcinku Podcastu polskiego - audycji dla tych wszystkich, którzy uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć krótko jak obchodzimy w Polsce święto Trzech Króli.

6 stycznia obchodzimy w Polsce święto Trzech Króli. Nie tylko w Polsce zresztą, bo w całej Europie, jak również poza nią. Szczególnie w ostatnich latach organizowane są, poza mszami w kościołach, orszaki i prezentacje dla szerszej publiczności.

Skąd się to święto wzięło? 

Objawienie Pańskie, inaczej Epifania (gr. epifaneia - objawienie, ukazanie się) – to uroczystość mająca uczcić objawienie się Boga człowiekowi. 

We wczesnym chrześcijaństwie w jej centrum wcale nie byli trzej mędrcy, ale nowo narodzony Jezus Chrystus, który ukazuje się światu pogańskiemu.

Jednym z symboli tego święta jest historia opisana w Ewangelii Mateusza, według której mędrcy ze Wschodu przybyli do Betlejem, aby oddać pokłon Jezusowi. Nie wiemy dokładnie, kim byli mędrcy. Ewangelie nazywają ich magami ze Wschodu, a więc mogli to być zarówno badacze nieba, czyli astrologowie lub astronomowie, jak też uczeni czy kapłani religii perskiej.

Dlaczego więc nazywamy ich królami? Otóż biblijny Psalm 72 mówi m.in., że “oddadzą mu pokłon wszyscy królowie, wszystkie narody będą mu służyły”. Natomiast w Księdze Izajasza czytamy, że “wszyscy przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, (...) cudzoziemcy odbudują twe mury, a ich królowie będą ci służyli”.

Imiona: Kacper, Melchior i Baltazar pojawiły się dopiero w VIII w., ale nie są one niczym potwierdzone. Zgodnie z tradycją, Kacper przedstawiany jest najczęściej jako ofiarujący mirrę Afrykańczyk, Melchior - jako dający złoto Europejczyk, a Baltazar - jako król azjatycki przynoszący kadzidło.

Ale nie jest to jedyny symbol Objawienia Pańskiego. Należą do nich też chrzest Chrystusa w Jordanie i cud przemienienia wody w wino w Kanie Galilejskiej.

W Kościołach wschodnich orientalnych i w Kościołach prawosławnych, które posługują się kalendarzem gregoriańskim, a nie juliańskim - 6 (szóstego) stycznia obchodzone jest święto Jordanu, czyli święto chrztu Jezusa.

Zwyczaje

Pomówmy trochę o zwyczajach.

Zwyczaj święcenia złota i kadzidła narodził się na przełomie XV i XVI wieku. Poświęcanym kadzidłem była żywica z jałowca, którą okadzano domy i obejście, co miało zabezpieczyć je przed chorobami i nieszczęściami. W tym samym celu poświęconym złotem dotykano szyi.

Po obiedzie podawano ciasto z migdałem. Ten, kto natrafił na kawałek z nim, zostawał królem migdałowym. W wielu miejscowościach dzieci chodziły od domu do domu z gwiazdą i śpiewały kolędy o Trzech Królach, za co otrzymywały rogale, zwane szczodrakami. Przy kościołach stawiano stragany, na których sprzedawano kadzidło i kredę.

Zwyczaj święcenia kredy upowszechnił się w XVIII wieku. Na drzwiach wejściowych w wielu domach katolickich pisano litery: C†M†B lub K+M+B oraz datę bieżącego roku. Litery te są skrótem od łacińskiego życzenia Christus Mansionem Benedicat (Niech Chrystus błogosławi temu domowi) albo skrótem imion trzech mędrców przekazanych przez średniowieczną legendę: Kacpra, Melchiora i Baltazara.

Od kilku lat w wielu miejscowościach organizowane są orszaki Trzech Króli. Są to swego rodzaju uliczne jasełka, połączone ze wspólnym kolędowaniem rodziców i dzieci. Są one zwykle organizowane oddolnie, przez mieszkańców, przy patronacie miejscowych księży i władz.

To tyle na dzisiaj. Jeśli nie chcesz przegapić żadnego odcinka, polub profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknij też na Instagram.

A dla tych, którzy chcą jeszcze więcej materiałów i są gotowi wesprzeć rozwój Podcastu, stworzyłem profil na Patreon, gdzie zamieszczam dodatkowe teksty i ćwiczenia.

Linki znajdziesz na blogu.

Do usłyszenia!

(Fot. Jonathan Meyer - unsplash)

28 lis 2021

PP40: Transport publiczny w Krakowie


Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć! Witam w najnowszym odcinku Podcastu polskiego. Dzisiaj zajmę ci więcej czasu niż zwykle, bo chciałbym opowiedzieć trochę o systemie transportu publicznego w Krakowie.

Jak zawsze, poza odsłuchaniem tego odcinka w twojej ulubionej apce do podcastów, możesz przeczytać cały tekst na moim blogu Podcastpolski.pl

A teraz zapraszam do słuchania.

System transportu w Krakowie opiera się na sieci tramwajowej i autobusowej. Wśród tych pierwszych są linie dzienne i nocne, a także zastępcze, gdy na przykład na czas remontu torowiska trzeba zmienić jakąś trasę.

Linie autobusowe można podzielić na miejskie i aglomeracyjne. Te drugie jeżdżą poza Kraków, do sąsiednich miasteczek i wsi. Są też linie przyspieszone, które zatrzymują się na niektórych przystankach; są linie nocne, a także wspomagające - uruchamiane w godzinach szczytu. Mamy jeszcze linie zastępcze, jeśli zachodzi taka potrzeba.

Warto wspomnieć o Krakowskim Szybkim Tramwaju, który w założeniu ma łączyć zalety tramwaju i metra. W praktyce polega to na bezkolizyjnych torowiskach tramwajowych, część w nich ma priorytet na skrzyżowaniach. Budowa tego systemu rozpoczęła się oficjalnie w latach 90. XX w. (w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku), a uruchomienie pierwszego korytarza nastąpiło w grudniu 2008 (dwa tysiące ósmego).

Zarządcą obu sieci, tramwajowej i autobusowej, jest Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie, który jest jednostką budżetową miasta. To do niego należy planowanie, realizacja i nadzorowanie zadań związanych z organizowaniem przewozów w ramach publicznego transportu zbiorowego. Na jego zlecenie, przewozy są obecnie realizowane przez dwie firmy.

Pierwszą jest Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne S.A. (Spółka Akcyjna) w Krakowie. Jego właścicielem jest Krakowski Holding Komunalny S.A. posiadający 100 procent akcji. Jest on z kolei jednoosobową spółką Gminy Miejskiej Kraków. Jego głównym celem jest efektywne zarządzanie miejskimi spółkami.

Drugą firmą jest Mobilis sp. z o.o. (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością). Jest to operator prywatny. Jego właścicielem jest Egged Holding Limited z Izraela. Poza Krakowem, jeździ jeszcze w Warszawie i Wrocławiu.

Dla pasażera, nie ma znaczenia, czy dana linia jest obsługiwana przez MPK, czy Mobilis. Obowiązują te same zasady, te same bilety, rozkłady jazdy są zebrane na jednej stronie internetowej.

Jak na miasto turystyczne przystało, strona z rozkładami, przystankami i liniami jest dostępna w językach: polskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, francuskim i rosyjskim.

Co do biletów, są różne rodzaje, począwszy od 20-minutowych, poprzez godzinne, dzienne, tygodniowe i rodzinne, na miesięcznych skończywszy. Można je kupić w biletomatach, w kioskach i innych punktach sprzedaży, jak również za pośrednictwem aplikacji.

Tabor, czyli autobusy i tramwaje jest stale unowocześniany. Po mieście jeżdżą niskopodłogowe autobusy, które spełniają najwyższe wymogi w zakresie emisji spalin (Euro6), są wyposażone w klimatyzację, biletomaty, elektroniczny system informacji pasażerskiej, monitoring. Coraz więcej jest pojazdów elektrycznych i hybrydowych.

Dla miłośników transportu, na stronie MPK zamieszczono pełną informację na temat taboru, ze zdjęciami.

W listopadzie 2021 (dwa tysiące dwudziestego pierwszego) roku rozpoczęła się zmiana nazw około 80 (osiemdziesięciu) przystanków. Właściwie to nie chodzi o zmianę, ale o uzupełnienie dotychczasowych nazw. Na przykład przystanek Poczta Główna teraz nazywa się Poczta Główna 02. Taki system ma ułatwić wyszukiwanie połączeń i orientowanie się w przystankach, zwłaszcza osobom niewidomym i słabowidzącym oraz cudzoziemcom. 

Dla przykładu, obecnie jest kilka przystanków o nazwie Rondo Mogilskie. Teoretycznie żaden problem, ale skąd cudzoziemiec, ba, nawet Polak, ma wiedzieć, z którego z nich jedzie dany tramwaj. Trzeba biegać między przystankami, sprawdzać, pytać inne osoby, które nie zawsze dobrze się orientują. Teraz każdy z tych przystanków będzie miał swój numer. Proste!

W ostatnich latach inwestuje się też sporo w transport kolejowy. Kiedyś pociąg był wykorzystywany w bardzo niewielkim stopniu jako środek komunikacji w mieście. Obecnie to się zmienia. Powstało kilka przystanków kolejowych. W budowie są kolejne, również w samym centrum.

Trwają prace nad usprawnieniem systemu transportu. Dużo się w ostatnich latach mówiło o potrzebie budowy metra. Miasto zleciło ekspertyzy. Z obecnie przeprowadzonych analiz wynika, że wariantem rekomendowanym będzie szybki tramwaj. Analizowane były też dwa alternatywne warianty metra, biegnące w całości tunelami. Jednak miałyby one zbliżone możliwości przewozowe do szybkiego tramwaju, a ich budowa i eksploatacja byłaby znacznie droższa. Wygląda więc na to, że metra nie będzie. Będzie szybki tramwaj, który jest też nazywamy premetrem, bo będzie biegł częściowo tunelami, częściowo estakadami.

Taksówki

Transport publiczny to też taksówki. W Krakowie jest wiele korporacji taksówkarskich. Coraz więcej z nich, oprócz zamawiania telefonicznego, oferuje też zamawianie kursów poprzez aplikację. To trend wyznaczony przez Ubera czy Bolta.

Jak w każdym wielkim mieście, o taksówkarzach krążą różne historie, zwłaszcza o tych, którzy zabierają ludzi spod dworca kolejowego albo z lotniska. Bywało, że cudzoziemcy wzywali policję, bo taksówkarz żądał więcej za kurs niż było ustalone.

Dlatego taką popularnością cieszy się choćby Uber. Zamawiając kurs, wiemy z góry, ile zapłacimy.

Rower

Każdego roku infrastruktura rowerowa powiększa się o kolejne kilometry. To głównie ścieżki rowerowe, ale powstają też kładki pieszo-jezdne. Jak nazwa wskazuje, no właśnie, dla pieszych. Jezdne nie oznacza dla samochodów, oznacza to, że są dla rowerów też.

Aktualna długość tras rowerowych wynosi 253 km (dwieście pięćdziesiąt trzy kilometry). Krakowianie mogą korzystać z 7201 (siedmiu tysięcy jeden) stojaków (ale ktoś to policzył), a także z 48 (czterdziestu ośmiu) stacji naprawczych. W Krakowie nie ma obecnie systemu rowerów miejskich. Został zawieszony w 2019 (dwa tysiące dziewiętnastym) roku. Na razie nie wiadomo, czy i w jakim kształcie wróci.

Teraz parę słów o korkach

Jak w każdym dużym mieście, tak i w Krakowie, powszechnym zjawiskiem są korki. W 2019 (dwa tysiące dziewiętnastym) roku zarejestrowanych było ponad 525.000 (pięćset dwadzieścia pięć tysięcy) samochodów osobowych, czyli na 1000 (tysiąc) mieszkańców przypadało 685 (sześćset osiemdziesiąt pięć) samochodów. To więcej niż w Berlinie czy Wiedniu! (W 2019 roku w Berlinie na 1000 mieszkańców przypadały 324 pojazdy, a w Wiedniu - 372). Na dodatek do Krakowa wjeżdża codziennie prawie 250 tysięcy pojazdów.

Urzędnicy przekonują, że wzorem innych europejskich metropolii, od kilku lat Kraków próbuje organizować system komunikacji tak, żeby uwzględniał potrzeby pasażerów transportu zbiorowego, kierowców samochodów, rowerzystów i pieszych. Z mojego punktu widzenia jako kierowcy, mogę jednak powiedzieć, że to raczej utrudnianie życia zmotoryzowanym.

Powiedzmy sobie szczerze: o to przecież chodzi. Jeśli władze miasta chcą zmniejszyć ruch samochody w centrum, to jak inaczej skłonić ludzi, żeby nie poruszali się swoimi samochodami? Utrudnić im życie!

Po pierwsze, zmniejsza się liczba miejsc parkingowych i rosną opłaty za parkowanie. Jeśli ktoś przyjedzie do centrum, to musi się nieźle natrudzić (a raczej nakręcić kierownicą), żeby znaleźć miejsce do zaparkowania. Z powodu cen nie zostawi samochodu na wiele godzin, bo zapłaciłby fortunę. W mieście wyznaczono trzy strefy ograniczonego ruchu i parkowania. I strefy te systematycznie się powiększają.

Zmniejsza się też liczba miejsc, do których można wjechać. Są strefy, do których mogą wjechać tylko mieszkańcy, pracownicy uprawnionych firm i służb, i taksówki.

Po drugie, generalnie coraz trudniej jest się poruszać po centrum. W tym celu, na przykład wprowadza się ruch jednokierunkowy na wielu ulicach, co sprawia, że czasem, żeby gdzieś dojechać, trzeba przejechać spory odcinek drogi "naokoło". Ponadto w ostatnim czasie zmniejszono liczbę pasów do jazdy na wielu ulicach. Część z nich wydzielono na miejsca parkingowe, a część na ścieżki rowerowe. To powoduje oczywiście jeszcze więcej korków i ma sprawić, że ktoś zastanowi się dwa razy, nim wsiądzie w samochód.

Po trzecie, władze miasta przekonują, że starają się coraz lepiej organizować transport publiczny. Trzeba uczciwie powiedzieć, że to się w jakimś stopniu udaje. Ale... Jak zwykle jest jakieś “ale”. Ta reorganizacja trwa od paru lat i... kosztuje. A to powoduje, że ceny biletów rosną. Właśnie na ceny pasażerowie narzekają najbardziej. W dużym skrócie, w ostatnich latach skrócono wiele tras, zwłaszcza autobusowych. Pasażerowie mają się częściej przesiadać. Taki system krótszych tras, za to z autobusami, które częściej kursują, ma być podobno bardziej efektywny. Ale to spowodowało, że czas dojazdu na dłuższych trasach się wydłużył. 

Na przykład ja kiedyś mogłem dojechać jednym autobusem spod domu do dworca kolejowego. Zajmowało to niecałe 20 (dwadzieścia) minut. Teraz wsiadam w autobus, przejeżdżam kilka przystanków i muszę przesiąść się na tramwaj. Czasem oznacza to kilka minut przerwy w podróży. W efekcie, dojazd np. do dworca zajmuje więcej czasu niż przedtem. Na dodatek płacę więcej, bo nie zdążę w 20 minut. Muszę więc kupić bilet godzinny, zamiast 20-minutowego. No, czyli płacę więcej.

A skoro już narzekamy, to powiedzmy o sprawie, która denerwuje mnie jeszcze bardziej. W lecie, kiedy uczniowie i studenci nie jeżdżą tak często jak w sezonie szkolnym, zmieniają się rozkłady jazdy. Zarówno autobusy, jak i tramwaje jeżdżą rzadziej. Miasto nie myśli o osobach, które codziennie dojeżdżają do pracy, a przecież to oni - nie uczniowie i studenci - płacą podatki. To przecież dorośli płacą pełną cenę biletów, podczas gdy uczniowie i studenci mają bilety za połowę ceny, a cześć z nich w roku szkolnym jeździ komunikacją publiczną za darmo, np. uczniowie szkół podstawowych.

Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: Nie dość, że dopłacam do transportu, bo płacę podatki i kupuje bilety po pełnej cenie, to w lecie dostaję gorszą usługę. A skoro jeździ mniej tramwajów i autobusów, to co robię? Wsiadam w samochód. I koło się zamyka…

A ty? Jeździsz środkami transportu publicznego, czy raczej swoim samochodem? A może rowerem? Jeśli masz chwilę, napisz parę słów w komentarzu.

**

To tyle na dzisiaj. Jeśli nie chcesz przegapić żadnego odcinka, polub profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknij też na Instagram.

A dla tych, którzy chcą jeszcze więcej materiałów i są gotowi wesprzeć rozwój Podcastu, stworzyłem profil na Patreon, gdzie zamieszczam dodatkowe teksty i ćwiczenia.

Do usłyszenia!


11 lis 2021

PP38: Dzisiaj Narodowe Święto Niepodległości


Posłuchaj


Przeczytaj

Dzień dobry. Witam w czwartek jedenastego listopada, kiedy w Polsce świętujemy Narodowe Święto Niepodległości. A zatem dzisiaj czas na krótką lekcję historii. Pełny tekst nagrania znajdziecie, jak zawsze, na stronie Podcastpolski.pl. Dodatkowo wyjaśniam tam znaczenie niektórych słów użytych w tekście. Warto więc tam zajrzeć.

A teraz zapraszam do słuchania.

Jedenastego listopada w Polsce obchodzimy Narodowe Święto Niepodległości (National Independence Day). Jest to święto państwowe ustanowione dla upamiętnienia odzyskania niepodległości przez Polskę w 1918 roku, po 123 latach zaborów.

Co to są zabory? Zabory to po angielsku partitions. W latach 1795-1918 trzy mocarstwa: Rosja, Prusy i Austro-Węgry trzykrotnie dzieliły między siebie kolejne obszary Polski. Po trzecim rozbiorze kraj nasz całkowicie zniknął z mapy Europy i świata.

Polacy podejmowali wiele prób odzyskania niepodległości, ale bez skutku. Niemal każde powstanie (upraisal) przeciwko zaborcom (aggressors) kończyło się fiaskiem (fiasco / failure).

Niepodległość odzyskaliśmy dopiero w 1918 roku. Święto zostało ustanowione w 1937. Dlaczego wybrano 11 (jedenasty) listopada ? Mianowicie 11 (jedenastego) listopada rozejmem w Compiègne we Francji zakończyła się I wojna światowa. W tym samym czasie, bo 10 (dziesiątego) listopada przybył do Warszawy Józef Piłsudski, dowódca sił zbrojnych, polityk i mąż stanu (commander-in-chief, politician and statesman). Powierzono mu misję utworzenia rządu narodowego.

Jednak w 1945 roku święto to zostało zniesione. W jego miejsce ustanowiono Narodowe Święto Odrodzenia Polski, obchodzone 22 (dwudziestego drugiego) lipca, w rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Był to pierwszy oficjalny dokument, który określał, że Polska będzie po wojnie budowana jako państwo socjalistyczne (socialist state). Warto dodać, że Manifest Lipcowy został zatwierdzony przez przywódcę Związku Sowieckiego Józefa Stalina i ogłoszony po raz pierwszy w Moskwie.

Do świętowania niepodległości 11 (jedenastego) listopada wróciliśmy dopiero w 1989 roku, po zmianie systemu politycznego (political system) w naszym kraju. Jako narodowe święto jest to dzień wolny od pracy.

A jak świętujemy?

Główne obchody Święta Niepodległości z udziałem najwyższych władz państwowych odbywają się w Warszawie, na placu Piłsudskiego, przed Grobem Nieznanego Żołnierza (Tomb of the Unknown Soldier). Mają one bardzo uroczysty charakter. Można odnieść wrażenie, że nie jest to dla nas okazja do radowania się, ale do głębokiego smutku. To nasza narodowa cecha: święta narodowe są dla nas czymś wręcz świętym, należy więc zachować powagę.

Jednak od paru lat to się zmienia. Organizowane są inscenizacje historyczne (historical stagings), wykłady (lectures), koncerty pieśni patriotycznych (patriotic songs concerts). Przybyłym rozdawane są specjalnie wydane na tą okazję śpiewniki (songbooks). W wielu miejscach odbywają się biegi (running events), a nawet turnieje strzeleckie (shooting tournament).

Najgłośniejszą bodaj inicjatywą są marsze niepodległości (independence marches). Ostatnio coraz częściej przyjmują one bardzo nacjonalistyczny charakter (nationalistic flavor). Są nie tylko świętowaniem niepodległości, okazją do wyrażenia przywiązania do państwa, ale coraz częściej do okazywania wrogości wobec wszystkich, którzy mają inne poglądy niż narodowcy.

Coraz częściej dochodzi do bójek czy wręcz ataków na innych manifestujących, a nawet na policję, która tego dnia pilnuje porządku. Tak było na przykład w 2020 roku, kiedy spalono wóz transmisyjny stacji telewizyjnej TVN, a także obrzucono racami jedno z mieszkań. Sam przemarsz był nielegalny, a mimo to się odbył.

W 2021 roku nie wydano zgody na marsz w Warszawie. Organizatorzy odwołali się do sądu (they appealed to a court), ale przegrali. Mimo to tuż przed 11 (jedenastym) listopada uznano go za wydarzenie państwowe (state event), co sprawiło, że jednak mógł się odbyć. W ten sposób władze pokazały, że za nic mają prawo i wyroki sądów i będą postępowały według własnego uznania (in their sole discretion).

W ten sposób Dzień Niepodległości w niektórych miejscach w kraju ma coraz mniej wspólnego z radosnym, wspólnym świętowaniem, a coraz więcej z polityką.

***

Tym akcentem kończę ten podcast. Mam nadzieję, że był ciekawy nie tylko z uwagi na część historyczną, ale także na ukazanie jak Polacy świętują odzyskanie niepodległości obecnie. Mam nadzieję, że poznaliście przy okazji parę nowych słów i wyrażeń w języku polskim.

Jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Wpiszcie nazwę w wyszukiwarkę na Fejsie i kliknijcie Polub to.

Przypominam, że Podcast polski znajdziecie również na Instagramie.

A dla tych, którzy chcą jeszcze więcej materiałów i są gotowi wesprzeć rozwój Podcastu, stworzyłem profil na Patreon, gdzie zamieszczam dodatkowe teksty i ćwiczenia.

Zachęcam do kilkukrotnego odsłuchania Podcastu i przeczytania tekstu, do powtarzania słówek i zwrotów.

To tyle na dzisiaj. Do usłyszenia!

(Fot. Kris Cros - Unsplash)

31 paź 2021

PP36: Odwiedzamy groby najbliższych


Posłuchaj



Przeczytaj

Cześć! Witam w kolejnym odcinku Podcastu polskiego. To miejsce dla tych wszystkich, którzy uczą się polskiego i chcieliby posłuchać i przeczytać ciekawych materiałów w tym języku.

Takie materiały tworzę na Podcaście polskim. Żeby móc rozwinąć tę działalność, założyłem konto w serwisie Patreon. Teraz każdy kto docenia tworzone materiały, może dołożyć swoją cegiełkę, czyli mieć swój mały wkład w ten proces twórczy.

Dzisiaj zapraszam do posłuchania i przeczytania o tym, skąd wziął się Dzień Wszystkich Świętych i jak obchodzimy go w Polsce.

Odwiedzanie grobów i czczenie zmarłych jest zwyczajem znanym niemal wszystkim ludom, od wielu tysiącleci. Chrześcijanie nadali tej tradycji wymiar religijny. Obchody takie, w różnych kościołach wschodnich prowincji Cesarstwa Rzymskiego wprowadzono w IV wieku. Ich daty były zróżnicowane lokalnie, ale najczęściej przypadały w okresie Wielkanocy. Na 1 listopada obchody tej uroczystości przeniesiono w 835 roku. W roku 935 papież Jan XI usankcjonował formalnie Dzień Wszystkich Świętych, który miał obowiązywać w całym Kościele.

W tym dniu wspominamy uznanych świętych, czyli beatyfikowanych i kanonizowanych, ale także wszystkich wiernych zmarłych, którzy prowadzili pobożne życie. Kościół widzi w nich swoich orędowników u Boga i przykłady do naśladowania.

Dzień ten obchodzi się również w niektórych innych wyznaniach. Tego dnia na cmentarz chodzą też osoby bezwyznaniowe i niewierzące. Dla nich jest to po prostu wyraz pamięci i oddania szacunku zmarłym.

W Polsce jeszcze na początku XX wieku podczas uroczystości Wszystkich Świętych szczególną czcią otaczano żebraków i tzw. proszalnych dziadów, siedzących zazwyczaj przed wejściem do kościołów i cmentarzy. 

Gospodynie wypiekały małe chlebki, zwane powałkami lub heretyczkami. Zgodnie z tradycją wypiekano ich tyle, ilu było zmarłych w rodzinie. Wręczano je następnie żebrakom. Powszechnie uważano ich za osoby utrzymujące kontakt z zaświatami i proszono ich, żeby modlili się za dusze zmarłych. 

Wieczorem 1 listopada rodzina zbierała się na modlitwę w intencji zmarłych. Gospodynie na stole przykrytym białym obrusem pozostawiały chlebki, żeby zmarli "odwiedzający" dom nie odeszli głodni. Ten zwyczaj "karmienia zmarłych" wyrósł z tradycji przedchrześcijańskiej, gdy na grobach stawiano chleb, miód i kaszę. 

Na cmentarzu lub w pobliskiej kaplicy urządzano tzw. dziady. Wywoływano dusze zmarłych, zastawiano jadłem stoły i śpiewano - uważając, że to przyniesie ulgę duszom.

Innym akcentem święta było palenie ognisk. Początkowo płonęły one na rozstajach dróg, wskazując kierunek wędrującym duszom. Na przełomie XVI i XVII wieku zaczęto palić ogień na cmentarzach. 

Z tego zwyczaju wywodzi się palenie na grobach świec i zniczy, które stały się symbolem pamięci o zmarłych. 

Dzisiaj właśnie w ten sposób okazujemy szacunek i pamięć naszym bliskim zmarłym, czy to członkom rodziny czy przyjaciół. Zapalamy na ich mogiłach znicze. Coraz częściej kupujemy świece w wielkich plastikowych opakowaniach, bo są tańsze i lżejsze. Sprzedawcy zachwalają znicze, które mogą się palić nawet kilka dni. 

Można też dostać znicze elektryczne. Baterie zapewniają nawet do 90 dni ciągłego świecenia. Dioda LED imituje ruchomy płomień. Sprzedawcy reklamują je jako wodoodporne, a przede wszystkim ekologiczne, nie wydzielają one dwutlenku węgla.

Poza zniczami, wiele osób ustawia też na grobach kwiaty, najczęściej chryzantemy.

1 listopada Polacy zostawiają na grobach tyle zniczy, że wieczorem cmentarze stanowią zjawiskowy obraz. Unosi się nad nimi łuna światła, która je tak mocna, że czasem widać ją z odległości kilku kilometrów.

Następnego dnia, 2 listopada, obchodzony jest Dzień Zaduszny, zwany Zaduszkami. Dla chrześcijan jest to dzień modlitwy za wszystkich wierzących, którzy odeszli z tego świata, ale przebywają w czyśćcu i potrzebują modlitwy, żeby dostąpić zbawienia.

Dzień Zaduszny zapoczątkował w chrześcijaństwie pod koniec X wieku św. Odilon - opat klasztoru benedyktyńskiego w Cluny (Francja), jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków, podczas których czczono dusze zmarłych. W XIII wieku tradycja ta rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim.

All Rights Reserved by Podcast polski © 2022