-->



404

We Are Sorry, Page Not Found

Apologies, but the page you requested could not be found.

Home Page

22 maj 2022

PP52 Podróż do Jordanii część 3

 

Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się języka polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym językiem.


Dzisiaj trzecia część opowieści o mojej podróży do Jordanii w marcu tego roku. Zachęcam do posłuchania i poczytania części pierwszej i drugiej, które znajdziecie na stronie.


Z Wadi Rum ruszyliśmy następnego dnia do Wadi Musa, małego miasteczka, które jest miejscem wypadowym do Petry - największej atrakcji Jordanii.


W poszukiwaniu mansafu

Hotel, który zarezerwowaliśmy okazał się miejscem niemal luksusowym. Jego menedżer, Ahmad przywitał nas tradycyjną beduińską kawą i baklawą. Zaproponował też, że przygotuje pakiety z drugim śniadaniem, gdybyśmy poczuli głód podczas zwiedzania Petry.

Wyszliśmy coś zjeść. Udało nam się zamówić jagnięcinę, ale nie mansaf, który - jak czytaliśmy - jest tutaj narodowym daniem. Polowaliśmy na to danie już w Akabie, ale nigdzie (to znaczy nigdzie gdzie jedliśmy) go nie mieli.

Mansaf to tradycyjna arabska potrawa z jagnięciny gotowana w sosie na bazie jogurtu lub śmietany, z przyprawami, podawana z ryżem lub kaszą bulgur. Powinno się ją jeść rękami, używając chleba.

Na koniec zdecydowaliśmy, że musimy spróbować tutejszego piwa, więc poszliśmy do centrum, gdzie przywitał nas wielki, niedawno wybudowany plac i centrum handlowe, a raczej handlowo-gastronomiczne. Wypiliśmy tam najdroższe bodaj piwo w życiu. Nie było bynajmniej drogie z uwagi na unikalny smak…


Mityczna Petra

Petra to miejsce niemal mityczne. Jest obecna zawsze, gdy wspomni się o Jordanii. Według Wikipedii, to ruiny miasta Nabatejczyków, którego rozkwit miał miejsce w czasach antycznych, od III w. p.n.e. do I w. n.e. Była wtedy stolicą królestwa Nabatejczyków. Położona jest w skalnej dolinie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał – wąwóz As-Sik. Petra słynie z licznych budowli wykutych w skałach. 



Malowniczy wąwóz as-Sik.

Główny Szlak zaczyna się przy głównym wejściu, przy centrum obsługi turystów, gdzie dostajemy darmową mapkę. Ma on długość 4 (czterech) kilometrów w jedną stronę, wraca się tą samą trasą. Po drodze idziemy wąskim wąwozem wydrążonym w skałach, których widok zapiera dech w piersiach. W pewnym momencie wąwóz otwiera się na większy placyk ze Skarbcem. To dla tego widoku przybywają tutaj co roku tysiące turystów. Wykuta w skale piętrowa budowla powstała ok. I-II w. n.e. Nie jest jasne jej przeznaczenie, chociaż ostatnio przeważa pogląd, że był to grobowiec (a nie świątynia) któregoś z władców Petry.


Główna atrakcja Petry, Skarbiec.

Na placu czekają na turystów wielbłądy, osiołki, powozy i inne atrakcje. Oczywiście każdy proponuje cenę “specjalnie dla was”.

To nie koniec zwiedzania Petry. Dalej idziemy ulicą Fasad, mijamy 44 grobowce wykute w skałach, skalny amfiteatr, pozostałości Wielkiej Świątyni i ulicy Kolumnowej, aż dochodzimy do pałacu Córki Faraona.


Grobowce wykute w skałach.

Petra nas urzekła, ale nie powaliła na kolana. Większość zachwytów wywołały ostre kształty skał mieniące się różnymi kolorami w południowym słońcu, niż na przykład Skarbiec. To niestety bolączka osób, które dużo podróżują. Im więcej zwiedziłem, tym mniej miejsc jest w stanie mnie zachwycić.


Kąpiel w Morzu Martwym

Kolejnym przystankiem naszej podróży ma być Swemeh lub Sowayma nad Morzem Martwym, oddalone od Petry jakieś 200 km. Jedziemy tam w jednym celu: wykąpać się w jednym z najbardziej słonych jezior na świecie. Średnie zasolenie wynosi tutaj 26 proc.

Droga wiedzie serpentynami wśród gór, których widok sprawia, że co chwilę zatrzymujemy się, żeby robić zdjęcia. Jest w tych krajobrazach coś zniewalającego, co nie pozwala oderwać od nich oczu, co napawa zachwytem nad pięknem, potęgą i surowością gór, a z drugiej strony - uspokaja.

Gdy dojeżdżamy do Swemeh, potrzebujemy dobrej chwili, żeby ochłonąć.

Hotel, w którym nocujemy jest dość drogi, ale powiedziałbym luksusowy. Ma swoją plażę, do której można dojść pieszo (zajmuje to około pięciu minut) albo dojechać hotelowym busikiem. Jest też kilka basenów, w tym jeden z podgrzewaną wodą.

Następnego dnia przed południem robimy sobie więc spacer na plażę. Kąpiel w tak bardzo słonej wodzie to dość dziwne uczucie. Przede wszystkim rzeczywiście unoszę się na jej powierzchni. Poza tym, czuję jakby warstwę - nie wiem jak to nazwać - balsamu, żelu na skórze. Dlatego po takiej kąpieli obowiązkowy jest prysznic.


Kąpiel w Morzu Martwym.

Ale to nie koniec atrakcji. Będąc tutaj, koniecznie trzeba sprawdzić odmładzające ponoć właściwości błota znad Morza Martwego. Najczęściej na plażach hotelowych są miejsca ze  specjalnie przygotowanym dla turystów błotem. Wysmarowaliśmy się dosłownie cali, łącznie z naszymi łysinami. Trudno to było potem z siebie zmyć, zwłaszcza słoną, tłustawą wodą. Bardzo pomocny był chłopak hotelowy, który miał ze sobą wielką butlę ze słodką wodą.

Wykąpani i odmłodzeni ruszyliśmy w dalszą drogę - do ostatniego punktu naszej wyprawy: Ammanu.


To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl.
Dajcie znać, jak wam się podobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.
Do usłyszenia!


Miejsca, w których nocowaliśmy

Wadi Musa: Over Mountains Hotel

Swemeh: Ramada Resort Dead Sea


1 maj 2022

PP51 Podróż do Jordanii część 2

 


Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się języka polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.


Dzisiaj druga część opowieści o mojej podróży do Jordanii w marcu tego roku. Link do części pierwszej znajdziecie w opisie odcinka oraz na blogu.


W Jordanii spędziliśmy 7 dni. Po przylocie od razu pojechaliśmy na drugi kraniec kraju, na samo południe, do Akaby. Stamtąd ruszyliśmy do Wadi Rum, Wadi Musa, Petry, nad Morze Martwe i skończyliśmy na stolicy, Ammanie. Akurat tyle, żeby poznać najciekawsze miejsca kraju i żeby doświadczyć nowych rzeczy.


Akaba

Do Akaby dojeżdżamy w piątek 4 marca wieczorem. Meldujemy się w hotelu i idziemy na rekonesans. 
Akaba otwiera się na ruch turystyczny z racji dostępu do morza, ale daleko jej jeszcze do nadmorskich kurortów jakie znamy z Europy. Nie znajdziecie tutaj ogólnodostępnych plaż jakie znacie z Hiszpanii czy Włoch. Publiczna plaża to dla miejscowych miejsce spotkań. Przychodzą tutaj grupki przyjaciół lub całe rodziny, żeby posiedzieć, zjeść kanapkę, wypić kawę. Wszyscy ubrani od stóp po szyję. Nie jest to dobra atmosfera do opalania się w skąpych kąpielówkach czy bikini.


Publiczna plaża w Akabie.

Miejscowi starają się za to oferować turystom jakieś atrakcje, najczęściej jest to przejażdżka łodzią ze szklanym dnem.
Lepsze plaże znajdują się w południowej części miasta, ale są zlokalizowane albo przy hotelach, albo klubach. Można do nich zwykle dojechać busikiem z centrum. Koszt wraz z dojazdem to około 10 dinarów.


W mieście nie ma zbyt wiele do zwiedzania. Najciekawszy jest bodaj Fort Mameluków, a raczej to co z niego zostało. Są to ruiny zamku sprzed kilkuset lat, ale nawet dobrze zachowane. Innym zabytkiem są pozostałości po jednym z pierwszych podobno na świecie kościołów chrześcijańskich. Te pozostałości to w rzeczywistości wysokie może do kolan resztki murów, które ukazują zarys tej budowli.

Warto za to zajrzeć do meczetu Szarifa Hussajna bin Alego. Nie jest to zabytek, ale zachwyca architekturą.


Akaba - fort Mameluków.

Akaba - meczet Szarifa Hussajna bin Alego.


W Akabie nie brakuje restauracji i kawiarni. W niektórych lokalach można dostać piwo - jako że miasto jest strefą wolnocłową. Bez trudu natkniecie się na sklepy monopolowe.


Wadi Rum: noc na pustyni

W niedzielę rano wyjeżdżamy z Akaby do Wadi Rum. To bardzo popularne miejsce z uwagi na piękne pustynne krajobrazy. Urozmaicają je różne formacje skalne. Z uwagi na te krajobrazy właśnie kręcono tutaj wiele filmów z gatunku science-fiction, m.in. “Marsjanina” czy “Diunę”.
Wstęp do obszaru chronionego i centrum turystycznego jest płatny 5 dinarów od osoby. My mamy tę opłatę w Jordan Pass. Zostawiamy auto na parkingu przy centrum dla odwiedzających. Do obozu na pustyni, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg, zabiera nas Hassan, jeden z braci, którzy go prowadzą.
Na miejscu zastajemy obóz złożony z kilku namiotów mieszkalnych oraz wielkiego namiotu nazywanego restauracją. Pokoje są duże, wygodne, z łazienkami. Jeśli więc jesteście żądni bardziej prawdziwych beduińskich warunków, to sprawdźcie wcześniej dane miejsce. 
Podobnych obozów jest w okolicy wiele. 


Poza noclegiem, pięknymi krajobrazami i gwieździstym niebem w nocy, obozy oferują różne atrakcje, m.in. przejażdżkę jeepem, przejażdżkę na wielbłądzie lub na koniu, wypad na oglądanie zachodu słońca, beduińską kolację.


Księżycowy krajobraz Wadi Rum.

My postawiliśmy na wielbłądy, co było ciekawe, bo z uwagi na tempo przemieszczania się, mogliśmy podziwiać otaczającą nas naturę, surowy krajobraz pustyni i skał oraz cieszyć się ciszą. Pstrykamy zdjęcia jak szaleni, kręcimy krótkie filmiki, bo wszystko jest tutaj takie piękne, takie majestatyczne wręcz. Jednak po jakiejś godzinie zaczyna nam się dłużyć. Bo ileż czasu można się zachwycać takim widokiem? 

Mój wielbłąd chyba wyczuwa moje zniecierpliwienie, bo na koniec wycieczki zrzuca mnie z grzbietu. Na szczęście kończy się na lekkim stłuczeniu i niewielkim bólu, który trwa może pół dnia. Za to teraz mam czym ubarwiać swoją opowieść.
Niezwykle ciekawe były nasze rozmowy z Hassanem, z którym rozmawialiśmy nie tylko o tym, jak niegdyś wyglądało życie beduinów, ale także o tym, że tamten świat odchodzi w niepamięć i wraz z migracją Jordańczyków do dużych miast, głównie do Ammanu, następuje dezintegracja rodzin i zanikają lokalne tradycje.


Napad i konie

Następnego dnia rano wyruszamy do Wadi Musa, które jest punktem wypadowym do Petry -
największej atrakcji Jordanii. Docieramy tam jednak dopiero późnym popołudniem,
korzystając po drodze spontanicznie z różnych atrakcji.


Inscenizacja jednego z incydentów w czasie rewolty 1916 roku.

Pierwszą jest stary pociąg z parowozem. Najpierw myślimy, że po prostu pozostawiono go na
stacji jako atrakcję dla przejeżdżających tędy turystów i liczymy na parę zdjęć. To pociąg z czasów, kiedy funkcjonowała tutaj linia kolejowa Hijaz.
Po chwili okazuje się jednak, że za jakąś godzinę będzie coś rodzaju inscenizacji zdarzeń z 1916 roku. W tymże roku Arabowie wszczęli rewoltę przeciwko rządom ottomańskim, domagając się wolności i niepodległości. 
Pakujemy się więc na jeden z odkrytych wagonów, pełen worków z piaskiem i zaopatrzony w karabin maszynowy. I czekamy. Trochę to trwa, bo musimy czekać na autokar wypełniony jakimiś VIP-ami. Na dodatek przyjeżdżają ekipy z kamerami. Domyślamy się, że bierzemy udział w wydarzeniu dla dziennikarzy albo w kręceniu filmu promocyjnego.
Nie żałujemy bynajmniej, bo bawimy się świetnie. Odegrane przez miejscowych zatrzymanie pociągu i porwanie jednego z podróżnych wygląda dość autentycznie i groźnie.
Gdy już beduini uprowadzają ze sobą nieszczęśnika, a VIP-y udają się na obiad do położonego na pustyni ośrodka ukrytego za wysokimi murami, pociąg rusza w drogę powrotną.
Tak się składa, że po drugiej stronie ulicy jest stadnina koni. Długo się nie zastanawiamy. Na szczęście dla mnie, usadzają mnie na niezwykle spokojnej klaczy, która idzie sobie spokojnie, aż za spokojnie. Nie pomagają żadne próby skłonienia jej do kłusa.
Po tej przejażdżce zasiadamy do czegoś, co gospodyni nazywa mansafem, a co mansafem wcale nie jest, ale trudno nam obcokrajowcom kłócić się z miejscowymi.
Mansaf to tradycyjna arabska potrawa z jagnięciny, gotowana w sosie na bazie jogurtu lub śmietany, z przyprawami, podawana z ryżem lub kaszą bulgur; powinno się ją jeść rękami, używając chleba.
My dostajemy olbrzymie porcje nogi z kurczaka z ryżem, którym nie dajemy rady. Na koniec gospodyni podaje nam kawę po beduińsku. Wzmocnieni tym posiłkiem ruszamy w dalszą drogę.
My dostajemy olbrzymie porcje nogi z kurczaka z ryżem, którym nie dajemy rady. Na koniec gospodyni podaje nam kawę po beduińsku. Wzmocnieni tym posiłkiem ruszamy w dalszą drogę.


To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl. Pod tekstem znajdziecie też słówka przydatne w podróży.
Dajcie znać, jak wam się podobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.
Do usłyszenia!


Miejsca, w których nocowaliśmy:

Akaba: Hotel An-Nahr Al-Khalid (Immortal River), Ar-Razi St.
Wadi Rum: Wadi Rum Camp Stars & jeep tour

Przydatne słówka

  • zameldowanie
  • wymeldowanie
  • rezerwacja
  • potwierdzenie rezerwacji
  • anulowanie rezerwacji
  • pokój hotelowy
  • jedynka = 1-osobowy
  • dwójka = 2-osobowy
  • trójka = 3-osobowy
  • widok na miasto
  • widok na morze
  • widok na park
  • klimatyzacja
  • ogrzewanie
  • śniadanie w cenie = śniadanie wliczone w cenę


3 kwi 2022

PP50 Podróż do Jordanii część 1


Posłuchaj

Przeczytaj


Lubicie podróżować? Jeśli tak, to dobrze, bo dzisiaj chcę was zabrać w podróż. W podróż do Jordanii. Nie tylko dlatego, że warto bliżej poznać ten kraj, ale też dlatego, że będzie to doskonała okazja do poszerzenia słownictwa z tego zakresu.


Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.


Są różne sposoby podróżowania, generalnie mówimy o podróżowaniu na własną rękę lub z biurem podróży. Każde z nich ma plusy i minusy, ale jeśli chodzi o mnie zawsze wolałem tą pierwszą opcję.


Plusy i minusy podróży z biurem 

Zastanówmy się, jakie są plusy i minusy podróży z biurem.

Niewątpliwym plusem jest też obecność przewodnika, który opowiada o odwiedzanych miejscach.
A jakie są w takim razie minusy? Jeden z największych to konieczność dostosowania się do programu i do całej grupy. Zwykle nie możesz się oddzielić, żeby zwiedzić jakieś inne miejsce, muzeum itp. Zmorą takich wycieczek potrafią być współpasażerowie. Temu coś nie pasuje, tamten narzeka, że za dużo jest chodzenia, a jeszcze inny potrzebuje więcej czasu, bo akurat zaczął wybierać pamiątki dla całej rodziny.

Wśród pozytywów najważniejsze jest chyba to, że dostajesz wiele rzeczy w pakiecie. Nie musisz sam nic organizować, sprawdzać informacji, godzin otwarcia, cen biletów. Nie musisz się martwić jak się przemieszczać z miejsca na miejsce. Zwykle też masz zagwarantowane posiłki.

Mniejszy też, a czasami zerowy, mamy w tym przypadku kontakt z localsami, czyli miejscowymi. Dla niektórych nie ma to znaczenia, ale dla mnie akurat ma. To dla mnie bardzo ważny czynnik przy planowaniu podróży.

Zauważyliście, że powiedziałem: z localsami. Poprawnie powinniśmy powiedzieć z miejscowymi lub tubylcami. Jednak słowo: tubylec kojarzy się głównie z plemionami z dalekich krajów. Niektórzy używają więc słowa “miejscowi”, a osoby znające angielski zwykle używają słowa “localsi”. Dziwna sytuacja jest z jednym przedstawicielem ludności miejscowej, bo zwykle słyszymy “z lokalsem”, co oczywiście nie jest poprawne, biorąc pod uwagę, że jest to kalka z angielskiego. Ja na wszelki wypadek używam tego słowa tylko w liczbie mnogiej. A więc, jeśli rozmawiam, to rozmawiam z localsami.


Plusy i minusy podróży na własną rękę

Ale wróćmy do podróży.

W przypadku podróży organizowanych na własną rękę, największym - moim zdaniem - plusem jest możliwość ułożenia trasy według własnych upodobań. Chcemy gdzieś spędzić więcej czasu, proszę bardzo! Chcemy coś pominąć, nie ma sprawy. Możemy się zasiedzieć w jakiejś kafejce, jeśli spotkamy kogoś interesującego. Możemy godzinami włóczyć się po mieście i po lokalnym targu, jeśli akurat mamy na to ochotę. W ten sposób znacznie lepiej możemy poznać lokalne zwyczaje, kulturę, ludzi.

Minusem zaś jest to, że musimy sami sprawdzać, rezerwować, pilnować rozkładów, zatem wymaga to więcej wysiłku od nas samych. Zazwyczaj też taki wyjazd wychodzi drożej, bo nie mamy zniżek na noclegi czy transport, a biura podróże zwykle je mają z uwagi na hurtowe rezerwacje.

Mimo to, moim zdaniem, warto, a w moim przypadku dochodzi jeszcze aspekt możliwości używania języka - jeśli akurat jadę do kraju, którego języka się uczę.


Warto wiedzieć przed wylotem

Jordania była w moich planach od paru lat. Mieliśmy z przyjaciółmi jechać tam już w ubiegłym roku, ale przeszkodziła nam pandemia koronawirusa. Przełożyliśmy te plany na ten rok. I udało się. Polecieliśmy w pierwszej połowie marca.

Jako że pandemia się nie zakończyła, podczas odprawy musieliśmy wypełnić deklarację zdrowia i formularz lokalizacyjny oraz wygenerować kod QR, który sprawdzano podczas boardingu. Mimo, że w języku polskim mamy sformułowanie “załadunek samolotu”, to jednak zwykle używamy angielskiego słowa “boarding”.

Do Jordanii obowiązkowe jest też ubezpieczenie podróżne, obejmujące koszty opieki zdrowotnej, w tym leczenia COVID-19.

Obywatele Polski na wjazd do Jordanii potrzebują wizy. Można się o nią starać w konsulacie w Berlinie, ale wychodzi bardzo drogo, bo do kosztu samej wizy trzeba doliczyć koszt kuriera. Znacznie łatwiej i taniej załatwić to po prostu na granicy. Polacy mogą otrzymać tzw. wizę on arrival - po przylocie na lotnisko.

Jeszcze inną, znacznie lepszą moim zdaniem, opcją jest kupno Jordan Pass. Jest to szczególna wejściówka, który zawiera wstęp do największej atrakcji kraju, czyli Petry oraz ok. 40 innych zabytków. Zawiera także opłatę wizową. Wydrukowany lub wgrany na komórce Jordan Pass pokazujemy na granicy i dostajemy pieczątkę z wizą, bez dodatkowych opłat.

Co do samej podróży z Polski do Jordanii, w marcu latał jeszcze Ryanair, ale z tego, co wiem zlikwidował to połączenie. Podobno z braku chętnych. Sam lot trwa 3 godziny i 40 minut. Tyle co z Krakowa do Malagi.

Na lotnisku wszystko jest dobrze zorganizowane. Warto zaznaczyć, że jest tutaj bezpłatne nielimitowane wi-fi. Możemy od razu połączyć się z siecią, sprawdzić aktualne informacje na przykład o rozkładach jazdy, czy po prostu płacić kartą za pośrednictwem telefonu.

Z bramek wychodzi się wprost na biura operatorów komórkowych. Mają oni specjalne oferty dla turystów. W marcu 2022 r. najtaniej wychodziła oferta Orange. Ja akurat wybrałem Short Visit Line, która za 10 dinarów, czyli ok. 60 zł dawała 15 GB Internetu, 60 minut rozmów lokalnych, 60 SMS-ów i 20 minut na połączenia międzynarodowe. Całkiem przyzwoicie.

Warto wspomnieć o lokalnej walucie, czyli dinarze jordańskim. W marcu za 1 dinara trzeba było dać ok. 5,60 zł. W praktyce trudno byłoby w Jordanii wymienić złotówki, najlepiej wziąć ze sobą dolary, euro lub funty. Lepiej jak najrzadziej wybierać pieniądze z bankomatów na miejscu, z uwagi na bardzo wysokie prowizje. Kantory i biura wymiany prowadzone przez banki są zlokalizowane po prawej stronie hali przylotów.


Samochodem wygodniej

Obok nich znajdują się biura wynajmu samochodów. Polecam ten sposób podróżowania. Wychodzi drożej niż transport publiczny, ale nie musimy się martwić o bilety, przesiadki, zgrywać godzin odjazdów, tłuc z bagażami. Na początku trochę się obawiałem jeździć po jordańskich drogach, zwłaszcza że Jordańczycy mają opinię kierowców, którzy uważają, że to oni są najważniejsi na drodze. Być może w miastach tak jest. Na drodze z dwoma pasami zdarzają się w praktyce samochody ustawione jakby ich było pięć!

Jednak poza miastem na pewno się pilnują. Może z powodu montowanych dosłownie wszędzie progów zwalniających. Wyobraźcie sobie u nas taką drogę E4 albo S7 usiane w pobliżu miast i wiosek progami zwalniającymi.

Zdarzają się też kontrole policyjne jak również bezpieczeństwa, zwłaszcza w zachodniej części kraju. Być może kiedyś było ich więcej. Podczas naszej podróży minęliśmy takich punktów ledwie kilka. Należy wtedy zwolnić, czasem nas zatrzymają i zapytają, kim jesteśmy, gdzie jedziemy. W stosunku do nas zawsze byli mili i uśmiechnięci.

Generalnie, odniosłem wrażenie, że Jordańczycy są bardzo miłym i przyjaźnie nastawionym do przyjezdnych narodem. Może tak jest tylko w stosunku do turystów? Nie wiem. Wiem natomiast, że nie wszędzie, nie we wszystkich krajach tak jest.

Przez siedem dni podróżowaliśmy wynajętym samochodem po Jordanii. Po przylocie od razu pojechaliśmy na drugi kraniec kraju, na samo południe, do Akaby. Stamtąd ruszyliśmy do Wadi Rum, Wadi Musa, Petry, nad Morze Martwe i skończyliśmy na stolicy, Ammanie.

Akurat tyle, żeby poznać najciekawsze miejsca kraju i żeby doświadczyć nowych rzeczy.

Jak wyglądała nasza podróż, co zrobiło na nas największe wrażenie - o tym opowiem w następnym odcinku.

To tyle na dzisiaj. Zapis tego podcastu wrzucam na Podcastpolski.pl. Pod tekstem znajdziecie słówka przydatne przy planowaniu podróży.

Dajcie znać, jak wam się spodobał ten odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.

Do usłyszenia!


Przydatne słówka

  • wiza, opłata wizowa
  • paszport
  • dokument tożsamości, dokument osobisty
  • bilet lotniczy
  • odprawa (odprawa na samolot)
  • karta pokładowa (część osób używa angielskiego: boarding pass)
  • bagaż, bagaż podręczny, bagaż rejestrowany
  • podróż, podróżować
  • podróż na własną rękę
  • podróż z biurem podróży
  • wycieczka zorganizowana
  • wypoczynek zorganizowany
  • rezerwować, zarezerwować, rezerwacja / bukować, zabukować
  • rezerwować/bukować bilety
  • rezerwować/bukować hotel, nocleg
  • rezerwować/bukować samolot
  • zwiedzanie, zwiedzać, zwiedzić
  • zwiedzać muzeum, muzea
  • zwiedzać galerię, galerie (sztuki)
  • zwiedzać ruiny świątyni, świątyń / zamku, zamków
  • zwiedzać zamek, zamki
  • zwiedzać klasztor, klasztory
  • zwiedzać kościół, kościoły
  • spacerować po mieście
  • iść na targ
  • kupować pamiątki
  • chłonąć atmosferę miejsce
  • rozmawiać z localsami 
  • wymienić walutę / pieniądze
  • wynająć samochód

28 lut 2022

PP49 Wojna w Ukrainie

Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla tych osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.

Dzisiaj przygotowałem kolejny odcinek z serii Nagłówki. Zapraszam do słuchania.

Wojna w Ukrainie. Powstrzymano szturmy Rosjan na Kijów. Dziś rozmowy pokojowe.

wojna 

to według “Innego słownika języka polskiego”: zorganizowana walka zbrojna między państwami, narodami lub grupami społecznymi, trwająca dłuższy czas, prowadzona zwykle w celu zdobycia panowania na określonym terytorium. Po angielsku: war

W czasie, kiedy nagrywam ten podcast trwa wojna Rosji z Ukrainą. Możemy też powiedzieć wojna między Rosją a Ukrainą albo wojna rosyjsko-ukraińska. Inne przykłady:

  • II wojna światowa trwała sześć lat.
  • Przez kilka lat kraj ogarnięty był wojną domową.
  • Niektórzy eksperci mówią, że grozi nam powrót do zimnej wojny.
  • Talibowie nawołują do świętej wojny.

w Ukrainie

Ukraina to oczywiście nazwa państwa graniczącego z Polską od wschodu. Niektórzy językoznawcy za bardziej poprawną formę uważają “na Ukrainie”. Skąd ta różnica? Wynika ona z tradycji historycznej. Dlatego spotkacie się częściej ze sformułowaniem “Jadę na Ukrainę” albo “Kilka lat mieszkałem na Ukrainie”. Jest kilka państw, z nazwami których używamy zwyczajowo przyimka “na”. Oto one:

  • Białoruś - jadę na Białoruś, mieszkam na Białorusi
  • Litwa - jadę na Litwę, mieszkam na Litwie
  • Łotwa - jadę na Łotwę, mieszkam na Łotwie
  • Słowacja - jadę na Słowację, mieszkam na Słowacji
  • Węgry - jadę na Węgry, mieszkam na Węgrzech

powstrzymano szturmy Rosjan 

powstrzymać to: nie dopuścić kogoś do posuwania się naprzód albo sprawić, że zrezygnuje ze swoich zamiarów. Po angielsku powiemy: to stop, to deter.

Przykłady użycia:

  • Jak Marek się na coś uprze, to nic go nie powstrzyma.
  • Rodzice Anki chcieli ją powstrzymać przed ślubem z Adamem.
  • Mieszkańcy miasta przez kilka dni próbowali powstrzymać ataki wroga, ale w końcu ulegli.

szturm - to skoncentrowany i bezpośredni atak na przeciwnika lub należące do niego miasto. Po angielsku powiemy: assault.

Przykłady:

  • Grupa partyzantów przypuściła szturm na pozycje wroga.
  • Szturm na miasto był bardzo zaciekły, ale udało się je obronić.

Kijów

to polska wersja nazwy stolicy Ukrainy

dziś 

to krótka wersja słowa: dzisiaj

rozmowy pokojowe

Jeśli chodzi o to słowo, to w liczbie pojedynczej rozmowa oznacza dłuższą wymianę zdań między co najmniej dwiema osobami, zwłaszcza w sytuacji nieoficjalnej. Liczba mnoga to oczywiście: rozmowy.

Słowa: rozmowy używamy też na oficjalne dyskusje mające doprowadzić do załatwienia jakiejś sprawy. Tak jak w naszym przykładzie: Dziś rozmowy pokojowe. Choć nie ma tutaj czasownika, to możemy się domyślić, że chodzi o zdanie: Dziś odbędą się rozmowy pokojowe. Albo: Dziś rozpoczną się rozmowy pokojowe. Albo też: Dziś zaplanowano rozmowy pokojowe. Albo tym podobne.

pokojowe

to przymiotnik w liczbie mnogiej dla podmiotów niemęskoosobowych. Gdybyśmy mieli grupę mężczyzn, to powiedzielibyśmy: pokojowi, np. malarze pokojowi.

Formy liczby pojedynczej to:

- pokojowy: Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie jest według wielu specjalistów niemożliwy do przeprowadzenia.

- pokojowa: Dzisiaj odbędzie się w centrum Warszawy pokojowa manifestacja nauczycieli.

- pokojowe: Mimo wielu lat spędzonych w więzieniu, Nelson Mandela przez całe życie wykazywał wobec wszystkich pokojowe nastawienie.

Tym słowem kończymy dzisiejszy odcinek. Na koniec przeczytam jeszcze raz cały nagłówek:

Wojna w Ukrainie. Powstrzymano szturmy Rosjan na Kijów. Dziś rozmowy pokojowe

To tyle na dzisiaj. Dajcie znać, jak wam się podobał dzisiejszy odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. A jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.

Do usłyszenia!

(Fot. Katie Godowski z Pexels)

12 lut 2022

PP48 Europa łagodzi restrykcje

Chłopak w maseczce siedzi na murku

Posłuchaj

Przeczytaj

Cześć. Ja się nazywam się Przemek, a to jest kolejny odcinek Podcastu polskiego. To jest podcast dla osób, które uczą się polskiego i chcą popracować nad rozumieniem ze słuchu i nad wzbogaceniem słownictwa. Dla tych osób, które chcą mieć kontakt z żywym, mówionym językiem.

Dzisiaj przygotowałem kolejny odcinek z serii Nagłówki. Zapraszam do słuchania.

Europa łagodzi restrykcje. Hiszpania znosi obowiązek noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach


Europa 

to oczywiście nazwa kontynentu. Znacie nazwy pozostałych? Powtórzmy je sobie: Ameryka Północna, Ameryka Południowa, Azja, Afryka, Australia, Antarktyda.


łagodzi restrykcje

łagodzić - to po angielsku: to ease, to sooth. W tym przypadku mówimy o łagodzeniu restrykcji. Możemy też łagodzić na przykład ból, napięcie albo dwie skłócone osoby.

restrykcje

w liczbie pojedynczej powiemy: restrykcja, co na angielski przetłumaczymy oczywiście jako: restriction. Zwykle używamy tego słowa w liczbie mnogiej. Ostatnio używamy go częściej, a to z uwagi na pandemię COVID-19. Co chwilę słyszymy albo czytamy o jakichś restrykcjach wprowadzanych albo przeciwnie - znoszonych przez władze. Do tej pory restrykcje były słowem raczej książkowym, fachowym, a w życiu codziennym używaliśmy ograniczenie, ograniczenia.

Oto kilka przykładów:

  • Dania jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej zniosła wszystkie restrykcje związane z pandemią.

Lub

  • Dania jako pierwszy kraj w Unii Europejskiej zniosła wszystkie ograniczenia związane z pandemią.
  • Włosi łagodzą restrykcje.

Lub

  • Włosi łagodzą ograniczenia.
  • Złagodzenie restrykcji handlowych byłoby korzystne dla wszystkich zainteresowanych.
  • Przez wiele lat Iran był obłożony wszelkimi restrykcjami gospodarczymi i finansowymi.

Hiszpania 

to nazwa kraju, który leży na Półwyspie Iberyjskim, a którego stolicą jest Madryt.


znosi obowiązek 

znosić - ten czasownik ma w języku polskim wiele znaczeń, m.in.: to bear, to endure, to abolish. W naszym nagłówku mamy do czynienia z tym ostatnim. Na przykład:

  • Kara śmierci została zniesiona wiele lat temu.
  • Niewolnictwo w Skandynawii zniesiono w XIX (czternastym) wieku.
  • Kalifornia zniosła zakaz małżeństw między osobami tej samej płci w 2008 roku.
  • W Polsce wiele lat temu zniesiono obowiązkową służbę wojskową.

obowiązek - to po angielsku: duty, obligation


noszenia maseczek 

noszenie - to słowo w języku polskim to rzeczownik; w angielskim nazwiemy je Gerund i przetłumaczymy jako “carrying”. W polskim słowo to jest rodzaju nijakiego i odmienia się według wzoru odmiany nijakiej. Przykłady:

  • Noszenie mini jest w tym sezonie niemodne.
  • Znudziło mi się noszenie długich włosów. Jutro idę do fryzjera i je zetnę.
  • W naszym biurze zakazane jest noszenie bluzek na ramiączkach.

maseczki to oczywiście po angielsku mask. W języku polskim używamy słowa, które gramatycznie rzecz biorąc jest zdrobnieniem od: maska. Maska, maseczka.


w otwartych przestrzeniach

otwarte - to imiesłów od słowa otworzyć. Imiesłów pełni tutaj funkcję przymiotnika: jakie przestrzenie? otwarte. A zatem mamy tutaj rodzaje, na przykład:

  • Zostawiłem otwarty samochód. Muszę wrócić i go zamknąć
  • Ta kawiarnia jest w sobotę otwarta od dziesiątej.
  • Niemcy prowadzą w miarę otwartą politykę imigracyjną
  • Jutro organizujemy otwarte spotkanie z autorem tej książki.
  • Jesteśmy otwarci na nowe pomysły.
  • Sklepy są w sobotę otwarte od dziesiątej.

przestrzenie

w liczbie pojedynczej powiemy: przestrzeń. Uwaga, mimo że wyraz też kończy się na spółgłoską jest on rodzaju żeńskiego. Dlatego powiemy: otwarta przestrzeń. Zobaczmy inne przykłady:

  • Między nami jest wielka przestrzeń.
  • W moim mieście brakuje mi zielonych przestrzeni.
  • Uwielbiam te doliny, tyle tutaj przestrzeni.

Tym słowem kończymy dzisiejszy odcinek. Na koniec przeczytam jeszcze raz nagłówek:

Europa łagodzi restrykcje. Hiszpania znosi obowiązek noszenia maseczek w otwartych przestrzeniach.

To tyle na dzisiaj. Dajcie znać, jak wam się podobał dzisiejszy odcinek. Prześlijcie link komuś kto też uczy się polskiego. Jeśli nie chcecie przegapić żadnego odcinka, polubcie profil Podcastu polskiego na Facebooku. Zerknijcie też na Instagram. Linki znajdziecie na blogu.

Do usłyszenia!

(Fot. Sahil Malik - Unsplash)

All Rights Reserved by Podcast polski © 2022